• Wpisów:46
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 18:35
  • Licznik odwiedzin:5 815 / 1009 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ohayo!
Nie pisałam strasznie długo, wiem. Po prostu miałam przerwę
Ale wracam do życia! Dziś jeszcze wstawię nowe opowiadanie C: Acha, i dziękuję za 2099 odwiedzin. Bardzo mi miło ^w^
Jak w tytule, mam 2 fan arty dla Wiśni. Jeden z Undertale, drugi z Isaac'a C:





Tutaj kończę. Do następnego wpisu!
 

 
Kolejny fan art dla Wiśni z Isaac'a.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ohayo!
Man cholerny zaciesz, bo w take krótkim czasie, wybiło 1384 wyświetleń! <3
Dziękuję wszystkim, którzy mnie zaobserwowali i czytają mojego bloga. <3
https://youtu.be/UIHCMBTfdIs
Tak btw.,zobaczcue, ile osób na Wattku mnie obserwuje. 48! Wczoraj było 44, a jeszcze nie dawno 35. O.O
Jesteście niemożliwi. <3



No właśnie. Zamierzam zrobić Q&A. Pytania zadawajcie pod tym wpisem.
Paaa!
  • awatar *Mordka*: Gratki! 1.Ile masz blogów na pingerze? 2.Co zazwyczaj rysujesz? 3.Jakie anime oglądałaś?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!


Rozdział 5 - Knife Party (18+)
(((narracja pierwszoosobowa - Hong Meiling)))

Jak zwykle, stałam przed ogromną bramą do Rezydencji. Czułam się  tak zajebiście. Phi! Nikt nie może mnie pokonać!

Jednak zaczęłam się niepokoić. Sakuya - zwykle poważna, opanowana, nagle zaczęła... no nie wiem... tak dziwnie się zachowywać? To nie jest tu niej normalne...

O wilku mowa. Obok mnie stanęła Sakuya, rumieniąc się lekko. Spojrzałam na nią... nie, ja ją pochłaniałam wzrokiem. Im dłużej się  tak patrzyłam, tym bardziej mi się podobała. Jasna cera. Srebrzyste włosy, niczym wstęga rzeki, a przede wszystkim te lodowo-niebieskie oczy. Choć zazwyczaj mierzące mnie tak lodowatym spojrzeniem, dziś był pełne nadziei, i jakby... uwielbienia?

Spojrzałam jej w oczy. Serbrnowłosa pokojówka nie odwróciła speszona wzroku, ale delikatnie chwyciła mnie za rękę. Była tak ciepła...

Przysunęłam się do niej. Skoro już  jesteśmy tak blisko, to...

- Mogę powiedzieć... coś szalonego? -spytałam. Sakuya zmierzyła mnie wzrokiem. Ścisnęła moją dłoń mocniej.

- Tak... - wyszeptała. Wzięłam oddech. W końcu nadszedł ten moment...

- Kocham cię - powiedziałam, zaskoczona swoimi słowami. Jednak reakcja Sakuyi... nie powiedziała nic. Po prostu uśmiechnęła się.  Takie uśmiechu na jej twarzy, nie widziałam nigdy. Pokojówka zamknęła oczy, i przysunęła się bliżej. Jej wargi dotknęły moich...

Byłam zszokowana. To było najcudowniejsze uczucie na świecie. Nie opiarałam się, wręcz jeszcze bardziej zatopiłam się w jej delikatnych wargach. Sakuya pachniała lukrem, cynamonem i świeżym praniem. Pocałunek był długi - długi; a przede wszystkim namiętny. Nie mam pojęcia, jak długo to trwało. Zresztę to było nie ważne. Nie liczyła się przeszłość. Nic się nie liczyło. Teraz , tylko tu i teraz, liczyła się jedynie Sakuya.

Po jakimś czasie, srebrnowłosa odsunęła się. Spojrzała mi w oczy, delikatnie się uśmiechnęla, i pobiegła do Rezydencji.

Oczywiście, puściłam się w te pędy za nią. Dotarałam do Rezydencji, pchnęłam ciężkie drzwi, i pognałam jak błyskawica. Po drodze natknęłam się na Patchouli.

- Dokąd, to Hong? - zapytała, patrząc na mnie pytająco.

- Pogadamy potem! - odkrzyknęłm. Czarodziejka uśmiechnęła się pod nosem, a ja pognałam dalej.

I tak jak myślałam - zastałam Sakuyę w jej pokoju. Był mały, więc można było się poczuć nieswojo. Znajdowało się tu łóżko, szafa, reagał na książki, biurko i stoliczek nocny. Na ostatnim z tych przedmiotów leżało parę noży, każdy o rękojeści innego koloru. Pokojówka stała przy oknie,  plecami do mnie, a kiedy weszłam, odezwała się tym swoim tajemniczym głoseem:

- Tak myślałam, że przyjdziesz.

- A co innego miałbym zrobić? - podeszłam do niej (teraz będzie coś dla "spragnionych" ;*), i delikatnie ją objęłam. Nie wyrywała się. Rozwiązałam wstążeczkę, i powoli zaczęłam rozpinać guziki jej kamizelki. Ona sięgnęła za siebie, i zaczęła robić z moją kamizelką to samo.

Granatowa i zielona kamizelka, spadły na ziemię. Puściłam Sakuyę, by mogła obrócić się  do mnie twarzą. Uśmiechała się  tajemniczo. Zamknęłam oczy, a ona zdjęła mi spódnicę. Tym razem nie speszyła się, tak jak ostatnio.

Po paru minutach byłyśmy rozebrane... zostałyśmy tylko w bieliźnie i podkolanówkach. Sakuya miała je z drobnej siateczki, a ja lekko przezroczyste,  białe. Dała znak, bym położyła się na łóżku. Zrobiłam to; wprost kipiałam z podekscytowania, lecz nie dawałam tego po sobie poznać.

Ona położyła się obok mnie. Liznęła mnie delikatnie po szyi, po czym wbiła się ponownie w me usta.  To nie było to co poprzednio - tym razem Sakuya się nie patyczkowała. Wpijała się w moje wargi, powodując u mnie dreszczyk emocji.

Odsunęłam się. To było kolejne odważne posunięcie z jej strony, lecz teraz moja kolej.

Moja ręka znalazła się przy jej plecach. Przejachałam nią do góry, po jej zimnej, lecz miękkiej i delikatnej  skórze. Rozpięłam jej stanik. Odłożyłam go na bok.

Moje oczy rozszerzyły się. Zawsze wydawło się, że pokojówka ma płaskie piersi... tymczasem były one okrągłe, i nie mniej jędrne. Wydały charakterystyczne "bang!", gdy się poruszyła. Dotknęlam ich. Były... niesamowite w dotyku...

- Zaskoczona, co? - Sakuya zaśmiała się cicho. Brzdąkając swoimi piersiami, podciągnęła się wyżej, i także rozpięła mój stanik.

Uśmiechnęla się po swojemu. Moje cycki były o wiele większe od jej. Chwyciła je. Cicho krzyknęłam, lecz po chwili zamilkłam. To było... przyjemne.

Dotknęła swoimi piersiami moich. Spojrzałam w jej piękne, nievieskie oczy, i powiedziałam:

- To jeszcze nie koniec...

- Wiem... - zamknęła oczy, na jej twarzy pojawił się uśmiecech.  Zdjęłam jej majtki... a ona moje... I...

Przysunęłyśmy się do siebie jeszcze bliżej. Sakuya zaczęła się powoli ruszać, wprawiając mnie w błogi stan. Tak...
To uczucie było wspaniałe.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Łoooo! To jest najdłuższy rozdział ever! Naga Sakuya... przepraszam za zniszczenie waszej psychiki. *lenny face*
  • awatar GoGo_Tomago: Yuriiii Q v Q Kocham Yuri, jak ja kocham Yuri, JESTĘ YURISTKĄ TAK BARDZO Q V Q
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ohayo!
Dzisiaj mamy 6 grudnia.
Ja w swoim bucie znalazłam czekoladę i dwa urocze jeżyki (oczywiście, to figurki). ^^
Potem okazało się, że pod poduszką mam zestaw Lego. XD
A jak u was?
Oczywiście, zrobiłam też sobie maraton z grania w Touhou. <3 Kocham grać Reimu. <3
Screen.

Książki jak najbardziej. Od piątku siedzę w domu, bo znów mnie jakaś choroba złapała.
Kto lubi Badyl na katowski wór?

No i przesiadywanie na Wattpadzie. Aplikacja jest cudowna. <3
Moja Wattpadowa biblioteczka.

Ma ktoś z was zapytaj? Zapraszam do siebie. ;3
http://zapytaj.onet.pl/Profile/user_3022478.html
Miłej niedzieli wam życzę!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

loveninjagofan
 
purplelps
 
Wesołych Świąt!
To taki mały prezent ode mnie. ^^


Jest to Megan Who. ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Meh...
Nudzi mi się XD
 

 
Ohayo!
Ja znów siedzę w domu chora xd
Niedługo kolejny rozdział Honyui. ;3
  • awatar мαℓιикα155: Zdrowia <3!
  • awatar *Mordka*: Mnie przed ostatnią lekcją (która raczej była świetlicą) mamuśka zwolniła i teraz przebiorę się, zjem obiad i siadam do lekcji lub porysuje:3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam!
Biorę udział w konkursie u http://maaagiczna.pinger.pl/.
Moja praca:


Jakby ktoś się pytał, na tym obrazku jest Youmu Konpaku z Touhou Project. Dlaczego ona? Otóż to, jest ona postacią która jest bardzo tajemnicza. Pasuje idealnie do motywów z marzeniami.
Mam nadzieję, że parac jest ok. ;3
 

 
Wattpad: https://www.wattpad.com/story/55132876-ninjago-book-of-circus

Rozdział 2 - Rapsodia II

(((narracja pierwszoosobowa - Lloyd)))

Obudziłem się, potrząsywany przez Zane'a.

- Lloyd! Wstawaj! Mieliśmy iść dzisiaj do cyrku... - powiedział biały ninja. Ja tylko coś niezrozumiale mruknęłem, po czym nagle poderwałem się z łóżka:

- Cooo?! Która to godzina?!

- Dziesiąta piętnaście - odpowiedział Kai, patrząc na zegar.

- A bilety do cyrku mamy na jedenastą piętnaście - dodał Cole. - Więc lepiej się pośpiesz.

- To już tak późno?! No cóż, trudno... - powiedziałem i poszedłem wziąć prysznic i te inne poranne sprawy. Kiedy już byłem gotowy do wyjścia, była dziesiąta czterdzieści. Szybko zbiegłem na dół. W holu czekali na mnie już pozostali.

- Świetnie, że jesteś - powiedziała mama. - Możemy iść.

Więc wyszliśmy. Po piętnastu minutch staneliśmy przed ogromny, barwnym, cyrkowym namiotem. Nad naszymi głowami wisiał ogromny baner z napisem "Soleil".

- Nie podoba mi się tu... - mruknąłem. To wszystko było jakieś zbyt barwne i... sztuczne. Fałszywe.

- Co ty, nie będzie tak źle! - klepnął mnie po plecach Jay.

- Wchodzimy? - zapytała Nya.

- Tak, wchodzimy - odpowiedział Sensei Wu, i wszyscy weszliśmy. Przed wejściem bilety kasowała mała, na oko szcześcioletnia dziewczynka o błękitnych włosach, i równie błękitnych oczach.

- Dzien dobry - powitała nas dziewczynka. - Witamy państwa w Cyrku Soleil. Państwa miejsca to 300, 301, 302, 304, 305, 306, 307, 308, i 309. Życzę miłej zabawy - powiedziała, po czym wpuściła nas do środka.

Ogrom namiotu był przytłaczający. Oprócz nas, była tam masa innych ludzi. Zajęliśmy swoje miejsca. Po paru minutach, szum rozmów dookoła ucichł. W rogu sali, przy ogromnym fortepianie, siedziała dziewczyna o złotych włosach z czerwonymi pasemkami, ubrana na czarno-czerwono. Światła zgasły, a na arenę wyszedł wysoki brunet w mniej więcej moim wieku. Był dziwnie ubrany; na sobie miał surdt, czarne spodnie, oraz wysokie, czarne buty.

- Witam państwa w naszym wspaniałym cyrku! Liczę na to, że będą się państwo dobrze bawić. A więc nie przedłużajmy.. powitajmy artystów z Cyrku Soleil! - chłopak rozsunął płachtę namiotu i na scenę weszła pierwsza artystka. Rozległy się gromkie brawa. Klaskałem nie zbyt entuzjastycznie. Białowłosa dziewczyna z parasolką ukłoniła się głębko, po czym brunet odezwał się:

- A oto Lin, 'księżniczka' naszego cyrku! Wykona dla was teraz przejście na linie zawieszonej piętnaście metrów na ziemią bez żadnych asekuracji! - Pianistka zaczęła grać, a Lin wspinać się po drabince na platformę. Cole prychnął.

- Nigdy jej się nie uda - szepnął czarny ninja do mnie. Kiwnąłem głową. To zupełnie jak samobójstwo! Białowłosa wspięła się na platformę. Otworzył ozdobną, białę parasolkę, i postawiła stopę na linie. Widowni zaparło dech w piersiach. Dziewczyna kroczek po kroczku, a potem coraz szybciaj szła przed siebie balansując wysoko nad ziemią. Utwór pianistki był niesamowity, urzekający. Nagle Lin zachwiała się. Widzowie jęknęli. Już miała spaść, gdy nagle... wykonała salto w powietrzu i wskoczyła z powrotem na linę, docierając na druga platformę. Ludzie zaczęli wiwatować z zachwytu. Dziewczyna zeskoczyła z platformy, używając parasolki niczym spadochronu.
Rozległ się gromki aplauz. Białowłosa ukłoniła się. Cole wytrzeszczył oczy.

- J... jak?!To, co zrobiła, jest niemożliwe dla zwykłego człowieka!

- Coraz mniej mi się tu podoba... - powiedziałem.

Dagger

Właśnie siedziałam w swojej garderobie kończąc makijaż, gdy wtem wpadła do niej Vale, a za nią As.

- Dag! Lin była niesamowita! - powiedział As, siadając na toaletce.

- As, z łaski swojej, zejdźże z tej toaletki. Nie widzisz, że się maluję? - zapytałam poirytowana. Kochałam Asa jak brata, ale mimo wszystko mnie irytował.

- Niech ci będzie... - chłopak zszedł z toaletki.

- Teraz nasza kolej, więc pośpiesz się, Dag - fioletwowłosa przygładziła fryzurę, uśmiechając się do mnie.

- Wiem, Vale... - dokończyłam makijaż i wyszliśmy w trójkę na arenę. Lin właśnie zbierała rzucone dla niej przez widzów na scenę kwiaty. Niosąc parę bukietów, minęła się z nami.

- Powodzenia - szepnęła i opuściła scenę.

Lloyd

Kiedy białowłosa opuszczała scenę, żegnana gromkim oklaskami, na scenę wrócił brunet wraz dwiema innymi dziewczynami - fioletowowłosą i granatowowłosą.
Chwycił mikrofon w dłoń, i oznajmił:

- Proszę państwa! Vale i Dagger - zaprezentują dla was niesamowity pokaz w powietrzu! - dwie dziewczyny wspięły się na platformę, i rozpoczął się występ.

Ciąg dalszy nastąpi...

Witam, moje... karmelki. ^-^ Wiem, ten rozdział był cholernie nudny i cholernie długi. XD
Ciasteczko dla ciebie, jeśli przeczytałeś do końca! ;w;

Wygląd Dagger


  • awatar *Mordka*: @Sakura~: właściwie czytałam to na razie na watpadzie. Ale po przeczytaniu pierwszego rozdziału coś przeczuwałam, że Dagger i Lizzy to ta sama osoba...
  • awatar Sakura~: @*Mordka*: Spostrzegawcza jesteś :3 Na Wattpadzie czytelnicy BoC skapnęli się dopiero przy 4 rozdziale x'D
  • awatar *Mordka*: Sądzę ,że Dagger to Elizabeth :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wattoad: https://www.wattpad.com/myworks/54950549-touhou-honyua

Rozdział 4

(((narracja pierwszoosobowa - Sakuya Izayoi)))

Kiedy dotarłam pod drzwi Rezydencji, obróciłam się jeszcze i rzuciłam spojrzenie w stronę bramy. Ledwo było widać ubraną na zieloną postać z płomiennymi włosami. Wpatrywałam się jeszcze w tą malutką postać, po czym obróciłam się i pchnęłam drzwi do Rezydencji.

Weszłam do holu, i stanęłam jak wryta. Wróżki rozkładały właśnie rozmaite wypieki na stole ustawionym wcześniej przeze mnie. Jednak nie to mnie zaskoczyło. Pierwszy raz wróżki samodzielnie wzięły się do pracy! Uśmiechnęłam się pod nosem. Jednak nie są takie próżne, jak myślałam. Podeszłam do jednej z wróżko-pokojówek, i zapytałam:

- Widzę, że wszystko przygotowane. Potrzebujecie pomocy?

- Nie. Wszystko będzie gotowe do dwunastej - odparła zapytana wróżka.

- Świetnie. Cieszę się, że zaczęłyście myśleć - powiedziałam, gdy nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Ocho... to panienka Flandre czegoś potrzebuje.

Zeszłam do piwnicy. W ogromnym pokoju były porozrzucane zabawki, a na łóżku z baldachimem siedziała mała, złotowłosa dziewczynka.

- Wszystko w porządku, panienko? - zapytałam, przykucając przed dziewczynką.

- Mam.. ochotę... na... ciasteczka.. - powiedziała cicho panienka Flandre.

- Oczywiście panienko - wyszłam z piwnicy, zamykając za sobą drzwi.

Weszłam do holu. Wszystko było już prawie gotowe. W ogromnym pomieszczeniu unosił się słodki zapach domowych wypieków. Podeszłam do jednej z wróżko - pokojówek, która trzymała tacę z ciastkami.

- Daj mi proszę te ciastka. - powiedziałam, a wróżka posłusznie kiwnęła głową, i podała mi tackę. Wzięłam ją i wróciłam z powrotem na dół.

Panienka już tam na mnie czekała. Podeszłam do małej i położyłam przed nią tacę z ciastkami. Ona podniosła swoją małą główkę, i zatrzepotała skrzydłami. Kryształki przyczepione do jej skrzydeł, wydawały charakterystyczny, dzwoneczkowy dźwięk. Kiwnęła lekko głową, dając znać, że mogę odejść. Więc tak zrobiłam.

Westchnęłam. Chciałabym pójść zobaczyć się z Hong... ale nic samo się nie zrobi. Spojrzałam na swój zegarek. Już jedenasta czterdzieści pięć! Przyjęcie zaczyna się za piętnaście minut! Szybko wbiegłam do holu i zaczęłam popędzać wróżki.

- Szybciej, szybciej! Zostało nam piętnaście minut! - wrzasnęłam. Wróżki, trochę przestraszone mojego krzyku, przyspieszyły swoje tempo pracy co najmniej o dwadzieścia razy. Uwijały się teraz niczym pszczoły w ulu.
Po pięciu minutach przyśpieszonego tempa pracy, wszystko było gotowe. Do holu weszła z gracją po ogromnych schodach pani Remilia. Była ubrana jak zazwyczaj - biała sukienka ze szkarłatnymi zdobieniami, czepek, oraz czerwone buty na obcasie. Zajęła honorowe miejsce u góry stołu, i kiwnęła głową, bym podeszła.

- Tak? - zapytałam.

- Wszystko gotowe? - spytała Remilia.

- Właśnie skończyłyśmy.

- Świetnie.

Odeszłam, by wpuścić pierwszego gościa (i prawdopodobnie ostatniego). Tak jak się spodziewałam, była to Marisa Kirisame. Nie przepadałam za nią odkąd jej przyjaciółka, Reimu Hakurei, mnie pokonała.

- Witaj, Mariso - powiedziałam sztywno. - Wejdź proszę do środka.

- Cześć, Sakuya - rzuciła mi swój płaszcz i szalik, a sama przeszła do holu. Odwiesiłam go na staromodny wieszak, i wróciłam do holu. Na krześle obok pani Remilii, siedziała już pani Patchouli, która jak zwykle, była pogrążona w jakiejś opasłej książce. Blond-włosa czarodziejka, zajęła miejsce na przeciwko Remili. Po drugiej stronie fioletowowłosej Patchouli, usiadła siostra pani domu; panienka Flandre.

Przyjęcie trwało w najlepsze. Marisa ciągle nawijała o czymś, pomimo tego, że nikt jej nie słuchał. Ja uwijałam się jak mrówka, i podawałam różne rzeczy. Ktoś chciał herbaty, ktoś czegoś innego. Kiedy przechodziłam obok pani Remilii, nachyliła się do mnie i szepnęła:

- Wiem, że ktoś jest tu zakochany w Hong... - zarumieniłam się, i odeszłam, patrząc na nią w stylu: To nie tak, jak myślisz...

Ciąg dalszy nastąpi...

Hej!
Mam nadzieje, że rozdział się podobał, i oczywiście zapraszam do komentowania.



 

 
Wpisu nie było dawno, no przepraszam. :3 Widzę, że ktoś wchodził na bloga, bo jest 520 wejść XD
Tak w ogóle, miałam urodziny, więc takie tam XD
Wczoraj byłam z przyjaciółmi na kręgielni, i niezłą rozróbę zrobiliśmy XD
Zaraz wrzucam rozdział Honyui i rozdział Book of Circus. ;D


 

 
Jakoże, w piątek ma urodziny i wybilo mi prawie 340 wejść, napisałam fanfick z Ninjago.
Na Wattpadzie ma opublikowane już 4 rozdziały, więc jeśli chcecie kolejne, napiszcie.
4 rozdział "Honyui" już niedługo!
Wattpad: https://www.wattpad.com/user/loveninjagofan
A więc bez przedłużania... zapraszam do lektury. ;3


Rozdział 1 - Rapsodia I

(((narracja pierwszoosobowa - Lloyd)))

Siedziałem właśnie na łóżku w swojej sypialni, czytając książkę, gdy uslyszałem, jak ktoś wykrzykuje moje imię.

- Lloyd! Lloyd! Choć, musimy porozmawiać - to był głos mojej mamy. Odłożyłem książkę, i poszłem do salonu. Byli już tam pozostali: Jay, Cole, Kai, Zane, Nya, Sensei Wu i mój tata.

- A co chodzi? - spytałem, siadając na kanapie.

- Synu - zaczął Garmadon. - Ja z Misako chcielibyśmy ci o czymś powiedzieć...

- Tak? - zapytałem ponownie zniecierpliwiony.

- Bo widzisz... - powiedziała Misako. - Uznaliśmy, że to odpowiedni czas, aby ci powiedzieć...

- Masz siostrę - dokończył tata, patrząc mi w oczy.

Poderwałem się z kanpy.

- Coooo?! Ale jako to?! Dlaczego wcześniej mi nie powiedzieliście?!

- Lloyd ma siostrę? - Jay wytrzeszczył na mnie oczy, ale Cole natychmiast go uciszył.

- Lloyd, zrozum - powiedziała powoli mama. - Nie mieliśmy pewności...

- Ale co?! Jak to: nie mieliście pewności?! - krzyknąłem oburzony.

- Posłuchaj - tata wstał z krzesła. - Twoja siostra została porwana dwa lata przed twoim urodzeniem.

- Porwana!? Co...?! Ech... nic nie rozumiem... - powiedziałem z rezygnacją, opadając na kanapę.

- To było dawno. Pewnej zwyczajnej nocy, kiedy wszyscy już spaliśmy, Lizzy wymknęła się na dwór. Nim się zorientowaliśmy, słyszaliśmy w oddali krzyki twojej siostry... - po policzku mamy popłynęła łza.

- Czyli... moja siostra... ma na imię... Elizabeth?

- Dokładnie - przytaknął tata. - Ale teraz, nasza nadzieja na odnalezienie jej, powróciła. Odkrliśmy pole energii emanujące od niej.

- Czyli że ona nadal żyje? Wiecie, gdzie ona jest? - nagle w moim sercu zapaliło się światełko nadzieji. Odzyskałem tatę, i może odzyskam i siostrę!

- To tylko przypuszczenia, ale prawdopodobnie trafiła do jednego z najznakomitszych wędrownych cyrków - Soleil - powiedziała mama.

- Ale po co ktoś miałby uprowadzać dziewczynkę? - zdziwiła się Nya.

- Sam chciałbym to wiedzieć - westchnął Sensei Wu. - Ludzie mają różne kaprysy...

- A więc - kontynuwał tata. - Najlepsza nowiną jest to, że Cyrk Soleil przyjeżdża jutro do Ninjago City - pokazał nam barwną ulotkę z napisem "Cyrk Soleil zaprsza!".

- Spróbujemy ją odszukać, prawda? - zapytałem.

- Oczywiście - powiedział Garmadon. - A teraz się z tym prześpijcie.

Wszyscy rozeszli się do swoich sypialni. Kiedy kładłem się spać, w mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Postanowiłem sobie, że odnajdę Elizabeth i zemszczę się na tych, którzy ją porwali...
Z tymi przemyśleniami zasnąłem.

Tymczasem...

- Dagger! Dagger! Gdzie ty się schowałaś? - słyszałam głos bezradnego Asa. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przecież wie, że jestem najlepsza w chowaniu się.
- Dobra, Dag, podaję się... choć, bo dla nas na kolację nic nie zostanie - blondyn kręcił się bezradnie po namiocie. W końcu zlitowałam się, i wyszłam ze skrzyni. Kiedy już szliśmy na kolację, zapytałam:

- Naprawdę tak ciężko mnie znaleźć?

- Mhym... tak.

- Kto pierwszy na kolacji, ten lepszy! - powiedziałam, i pobiegłam przed siebie, zostawiając Asa w tyle.

Ciąg dalszy nastąpi...








Okładkę wykonałam ja.

 

 
Kto poznaje te postacie?



 

 
Na prośbę *Mordki* napisałam kolejną część NT. ^^
Teraz Ninja Team: Klątwa Szkarłatnej Marchewki także w wersji na Wattpad:
https://www.wattpad.com/myworks/55039780-ninja-team-kltwa-szkaratnej-marchewki-

Nie zwracajcie uwagi na te dopiski w gwiazdkach XD

Rozdział 3

-Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! Chodźmy tam! - Nelly już kierowała się w stronę rezydencji, gdy nagle Sarahi chwyciła ją z koszulkę i przyciągnęła ją siebie. *skesuj ze mną XD*

- Nelly kretynko! Nawet nie wiemy, co tam jest! - zbeształa niepoważną przyjaciółkę Sarahi.

- Ale ja wiem! - odparła oburzona Nelly.

- Skąd...? - zapytała Snowy.

- To jasne! Znajdziemy tam marchewki illuminati!

- Nie!

- Tak!

- Nie!

- Ej, może pójdziemy do tego domu? Jeśli będziemy tu tak marnować czas na kłótnie, to nigdy się nie dowiemy co tam jest, nie? - próbowała złagodzić spór Aiclo.

- Jestem za pomysłem Aiclo - odrzekła Emily. - Bo się inaczej tu pozabijacie *zgwałcicie* czy coś.....

- Dobra - Sarahi przytknęła. - To chodźmy.

Więc poszył, szły, i nie doszły. XD

Po pięć minutach stały przed drzwiami rezydencji.

- Wchodzimy? - zapytała Sakura.

- Tak - Sarahi położyła dłoń na klamce. - Tylko nie naróbcie hała-...

- Z buta wjeżdżam! - w tym momencie Nelly walnęła butem w drzwi i wskoczyła do środka. *niczym wielki, zuy wilk XD*

C.D.N
 

 


Ohayo! *.*
Jak widzicie, zgłosiłam Petrę (siebie lel) do konkursu świątecznego.
Natrzaskałam Petrze masę zdjęć, ale wybrałam tylko te najładniejsze (XD) i tym razem (chyba) pamiętałam o włączeniu lampy. X3

Dobra, nie zwlekam, podziwiajcie. ;w;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ohayo. ^-^
Mam to was pytanie: mam napisany prolog do Scarlet Christmas Rhapsody, ale czy chcielibyście go przeczytać?



  • awatar *Mordka*: Pisz :3 Ale może gdzieś przed Grudniem.Może nawet i gdzieś w tym tygodniu! xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
●Śledź mnie na Wattpadzie! Znajdziesz tam wszystkie opowiadania na bieżąco.
https://www.wattpad.com/user/loveninjagofan
●Poprzedni rozdział:
http://loveninjagofan.pinger.pl/m/26904972


Rozdział 3

(((narracja pierwszoosobowa - Sakuya Izayoi)))

Wyszłam z sypialni, po cichu zamykając za sobą drzwi. Szłam w milczeniu po schodach. Wyjęłam z kieszeni notatnik. Zostało mi tylko dopilnowanie, by Hong powiesiła baner powitalny przy bramie. Wzdrygnęłam się. Na myśl o tym, że będę tak blisko rudowłosej, dostawałam dreszczy. Przed oczami stanął mi obraz tej rozśmianej youkai. Ponownie się wzdrygnęłam. Czemu zawsze myślę nie o tym, co trzeba?! Jestem Perfekcyjną Pokojówką, Psem Diabła, nie mogę się dać tak po prostu omamić jakiejś kretynce.

Weszłam do ogrodu. Bardziej jest to ogromny park, niż ogród. Pośrodku właśnie tego parku, stoi Rezydencja. Jeśli wyjdzie się z Rezydencji, i będzie się iść cały czas prosto, dojdzie się do ogromnej bramy, której strzeże Hong. I tak właśnie zrobiłam. 

Doszłam do bramy. Oczywiście, leżała tam Hong, wygrzewając się w słońcu podczas jednej ze swoich... jak ona to nazywała? Ach, podczas jednej ze swoich 'sjest'.  Obok niej leżała puszka ze szkarłatną farbą i plakat za napisem 'Witamy'.  Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc tą scenę.   Strażniczka bramy nie pilnująca bramy... urocze. Zaszłam ją po cichu od tyłu, chcąc dać jej nauczkę. Youkai spała twardym snem, a ja chwyciłam ją za spódnicę, i zdjęłam ją. Matko! Miała na sobie wtedy takie skąpe majtki... na widok jej  jędrnych pośladków, oblałam się rumieńcem.  I wtedy doszło do cholernie krępującej sytuacji. 

Hong podskoczyła ja oparzona, i widząc mnie, trzymającą w ręku jej spódnicę, poczerwieniała ze złości.  Ja natomiast gapiłam się na nią tępo,  czerwieniąc się coraz bardziej.  Płomiennowłosa podeszła do mnie, i trzasnęła mnie z liścia.

-  Czy ty chciałaś mnie zgwałcić? - zapytała, podnosząc głos. Odwróciłam wzrok, i wydukałam tylko: 

- Ja...ten...no...ekhem...eee... - ręce mi drżały, a moje policzki wyglądały tak, jakby ktoś je podpalił.  Moje serce podchodziło mi do gardła, i miałam wrażenie, że zaraz je wypluję. 

- To może oddasz mi chociaż spódnicę? - zapytała, krępując mnie jeszcze bardziej. Nie chcę, by Hong myślała, że jestem jakąś gwałcicielką! Ja tylko... no właśnie, dlaczego to zrobiłam? Wyszłam na idiotkę! Nie patrząc youkai w oczy, podałam jej spódnicę. Szybko ją ubrała, i machnęła ręką. 

-Dobrze, zapomnijmy o tym. Czegoś ode mnie chcesz? - spytała. Kiwnęłam głową na tak, i szybko przybrałam tą swoją ważną minę. 

- Skończyłaś już baner na przyjęcie pani Remilii? - zapytałam, wyjmując zegarek. Ósma czterdzieści pięć.  Aż tyle czasu się zmarnowało?! No, nie ważne.  

- Tak... teraz muszę go tylko powiesić - odparła, patrząc na mnie nieufnie. 

- Świetnie. Powieś go, bo niech chcę marnować więcej czasu - powiedziałam.  Płomiennowłosa zabrała się za wieszanie plakatu, i myśląc że ja nie słyszę, mruknęła:

- A na zdejmowanie mi spódnicy to miałaś czas... 

Udałam, że tego nie słyszałam.  Hong właśnie skończyła wieszać baner, a ja odnotowałam to w swoim notatniku.

- Dobrze. Możesz wracać do pilnowania bramy - rzuciłam, i poszłam z powrotem do rezydencji. 

W mojej głowie kłębiło się wiele myśli. Czy Hong mnie teraz znienawidzi? Właściwie co mi odbiło, że zdjęłam jej spódnicę? Czy naprawdę tak powariowałam?

Uczucia...

Ciąg dalszy nastąpi.



  • awatar *Mordka*: @Sakura~: wiem ,że nie jest ,ale takie majtki ,że tyłek widać?!
  • awatar Sakura~: @*Mordka*: Ja myślę że Sakuya, bo założenie majtek nie jest jeszcze tak zboczone XD
  • awatar *Mordka*: Ps. Nie wiem kto w sytuacji z brakiem strażniczki był bardziej zboczeny, Hong ze majtkami jakie założyła, czy Sayura robiąc to coś...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›